Dagmara Kornacka i Anna Widerska, streetworkerki diecezjalnej Caritas, są w stałym kontakcie ze 120 osobami bezdomnymi. Docierają do nich codziennie.

– Zwróciłyśmy uwagę, że wielu z nich nie ma dowodów osobistych, dlatego zorganizowałyśmy tę akcję. Zauważyłyśmy, że jeżeli jedną osobę wielokrotnie mobilizujemy, by wyrobiła sobie dowód, to jest to misja do wykonania – tłumaczy D. Kornacka.

Bezdomnym trudno udać się samym do urzędów. Są zagubieni, zawstydzeni i skrępowani swoim wyglądem.

– Świat, który ich otacza, do którego muszą wkroczyć, jest dla nich obcy. To tak, jakbyśmy wyjechali za granicę, nie znali języka i tam musieli się odnaleźć, i dać sobie radę – mówi A. Widerska, która streetworkerką jest od 1 sierpnia.

Bezdomni mają wiele oporów i mnożą problemy. Tak było z mężczyzną z ul. Okulickiego, który jest niepełnosprawny, chodzi o kulach. Streetworkerki namawiały go przez kilka dni, by wyrobił sobie dowód. Podawał im wiele powodów, dlaczego nie może tego zrobić. Aby wyrobić dowód, najpierw muszą się ogolić, zrobić zdjęcie, złożyć wniosek, potem go odebrać i w dodatku go nie zgubić.

– Dlatego akcję zaplanowałyśmy na wrzesień, ponieważ od 1 października rusza ogrzewalnia i noclegownia. Dowód jest dokumentem, który ułatwia skorzystanie z palcówek pomocowych, jest niezbędny przy rejestracji w Powiatowym Urzędzie Pracy i do wyrobienia ubezpieczenia zdrowotnego. Bezdomni to osoby często schorowane. Nie pobierają żadnych świadczeń. Trzeba mieć dowód, by mógł się odbyć wywiad z pracownikiem socjalnym, żeby te osoby na jesień, zimę miały jakiś grosz na ciepłą kurtkę, buty czy jedzenie, żeby po prostu nie zamarzły – mówi D. Kornacka.

 

Źródło: Marta Deka / Gość Niedzielny